Ostatnia wyprawa Prezydenta do Gruzji była dość głośna i napisano już wiele na ten temat, jednak codzienne słuchanie załganych wypowiedzi polityków PO na ten temat skłania mnie do napisania kilku słów na ten temat.

Po pierwsze, czy był sens tam jechać. Nawet dzisiaj nasz krajowy pieniacz Niesiołowski twierdzi, że nie miała najmniejszego sensu jechać w pobliże Osetii, bo wiadomo że jest tam rosyjskie wojsko, o czym piszą gazety. Owszem, piszą, ale rządy europejskie dotąd twierdziły, że wojska rosyjski wycofały się z Gruzji. Pytanie co rozumieć przez słowo "Gruzja". Skoro jednak żadne europejskie państwo nie uznaje Osetii i Abchazji, to oznacza to że są one częściami Gruzji. Niektórzy politycy dodają jednak, że owszem, w tych prowincjach rzeczywiście są rosyjskie wojska. Konwój Prezydenta ostrzelany został jednak poza terenami tych 2 terytoriów. Sądzę, że Niesiołowski byłby zdziwiony, gdyby np przejeżdżając przez Wielkopolskę został ostrzelany przez Niemców ze Śląska.
Po drugie, zarzucanie Prezydentowi, że robi niepotrzebnie histerię. Otóż nic bardziej mylnego! Tą sprawę trzeba jak najbardziej rozdmuchać. To nie pozwala UE przejść do porządku dziennego nad rozbiorami Gruzji. Powiem więcej, Nawet gdyby to ostrzelanie nie było prawdą, to i tak z punktu widzenia Polski najkorzystniejsze jest głoszenie, że jednak tak było. Po Gruzji, jeśli reakcja Europy będzie tak słaba, przyjdzie czas na kolejne cele, a nie muszę chyba nikogo tu przekonywać, że na liście celów znajdujemy się i my.
I wreszcie po trzecie, raport ABW. Bondaryk, nie zważają nawet na przyznanie się strony osetyjskiej do oddania strzałów, z uporem w nim twierdzi, że to gruzińska prowokacja. W dodatku rozsyła ten raport bez klauzuli tajności, co oznacza, że spodziewa się, że wpadnie w ręce prasy. Niektórzy zastanawiali się po co PO tak podejrzany człowiek na stanowisku szefa Abw. Teraz wiadomo, taki człowiek jest najbardziej dyspozycyjny. To co zrobiła tu PO jest polityczną zbrodnią. I nie chodzi tu o całkowite opanowaniw służb - każdy jak może to to robi. Nie chodzi nawet o używanie ich do własnych celów - zdarzało się to już. Ale pierwszy raz partia rządząca, używając służb do próby skompromitowania Prezydenta, niszczy polską politykę zagraniczną, oskarżając prezydenta i rząd sojuszniczego państwa. W ten sposób po raz kolejny po zdradzie, jakiej się nasz rząd dopuścił na Litwie, konsekwentnie niszczy antyrosyjski sojusz zbudowany przez poprzednią ekipę i Prezydenta. Dla zachowania władzy w kraju są gotowi zrezygnować z podmiotowej roli Polski w polityce zagranicznej. Robią dokładnie to samo co większość magnatów w XVII i XVIII wieku. Miejmy nadzieję, że tym razem nie zdążą dokończyć dzieła.

ViC